Porównaj średni koszt życia z: Zatwierdź. Uśredniając, koszt życia na Majorce w 2023 jest 60% wyższy niż średni koszt życia w Polsce. Poniższa grafika przedstawia procentowo różnice w cenach na Majorce w 2023 w porównaniu do średnich cen w Polsce według rodzajów wydatków: % Różnice w cenach między Majorka a Polska Polacy w Turkmenistanie. Dziś Polonia w Turkmenistanie składa się z 5 tysięcy osób, głownie z mieszkańców miast. Największe skupiska są w Aszchabadzie, Mary, Czardżou, Taszauzie, Krasnowodsku, Niebit-Dagie (nowe nazwy: Aszgabat, Mary, Turkmenabat, Daszchoguz, Balkanabad). Niewielka cześć mieszka w małych miasteczkach: Tedżen Utworzony: sobota, 20 marca 2021 11:18 Polacy mieszkający na Wyspach od co najmniej kilku lat muszą się pospieszyć. Wielu od lat nie wypełniało tego wniosku, a zaległe pieniądze z podatków czekają. Członkostwo w tej grupie wymaga wzajemnego zaufania. Autentyczne, pełne ekspresji dyskusje uatrakcyjniają grupy, ale mogą w nich być także poruszane tematy delikatne i poufne. Informacje udostępniane w tej grupie powinny w niej pozostać. Polacy mieszkający w Chorwacji i odwiedzjący ją podczas wakacji. Grupę wspiera www.croatia.pl. . Wszystko co musisz wiedzieć jeśli szukasz mieszkania na Majorce! Mieszkać na Majorce jak to pięknie brzmi! Wiele osób o tym marzy, widzę to chociażby po ilości wiadomości, które wpadają na moją skrzynkę każdego dnia. Pytacie o ceny, o to gdzie szukać mieszkania i jak wygląda cały proces wynajmu. Moje marzenie się spełniło, od 2014 roku mieszkam na hiszpańskiej Majorce dlatego postanowiłam podzielić się z Wami swoim doświadczeniem i informacjami. Jeśli rozważasz przeprowadzkę na Majorkę to koniecznie przeczytaj ten wpis a wszystkiego się dowiesz! Znam ten temat od podszewki ponieważ od wielu lat wynajmuję mieszkanie na Majorce. Obecnie to moje 3 lokum, tysiące ofert, setki telefonów, kilkadziesiąt odwiedzin. A dodatkowo od jakiegoś czasu intensywnie rozglądam się i interesuję tematem kupna nieruchomości na Majorce, ale o tym przeczytać można tutaj, „kupno mieszkania lub domu na Majorce”. To co mnie najbardziej denerwuje to standard majorkowych mieszkań. Oczywiście porównując do standardu w Polsce. Spora część szczególnie tych tańszych mieszkań to stare, zawilgocone, nadające się do remontu budynki. Za wyższy standard, dobrą lokalizację czy ładny widok trzeba sporo zapłacić. Statystyki i widełki cenowe... Jeśli chodzi o ceny zarówno wynajmu jak i kupna to Baleary to drugi, najdroższy region w Hiszpanii. Przejdźmy do liczb i statystyk, aktualnie według najnowszych danych wygląda to następująco:średnia cena na całej Majorce to 12,0 €/m2, najtaniej jest w Ince i Manacor gdzie średnia cena wynosi około 8€/m2 a najdrożej Palma i Calvia nawet do 15€/m2,na wyspie znajdziemy zarówno kawalerkę 30m za około 550€-600€ miesięcznie jak i luksusowe wille za miesięcznie. Gdzie szukać? Na początek polecam zajrzeć na grupy Facebookowe typu Polacy na Majorce, Alquiler lub Venta… + Mallorca lub konkretne nazwa miejscowości. Używajcie kombinacji tych słów w wyszukiwarce: Alquiler = wynajem, Venta = sprzedaż, pisos = mieszkania, casas = domy. MILANUNCIOS strona z ogłoszeniami, odpowiednik polskiego olx. IDEALISTA portal poświęcony nieruchomościom, bardzo intuicyjna strona z codziennie nowymi ofertami. Głównie ogłaszają się tam agencje nieruchomości, rzadziej wynajem bezpośredni. Głównie oferty dotyczą wynajmu pantoflowa. Ja żadnego z moich trzech mieszkań nie znalazłam przez ogłoszenia. Opisywałam już to zjawisko przy temacie pracy. Dobra praca i tańsze mieszkania nie pojawiają się w ogłoszeniach bo tutaj działa poczta pantoflowa. Ja mam szczęście, że mój chłopak jest Majorkańczykiem i za każdym razem właściciel to „znajomy znajomego” i wtedy jest zupełnie inny temat no i lepsze ceny! Zdarzyło się nawet, że skoro Majorkańczyk wynajmuje „swojemu” to nie musieliśmy płacić kaucji! Ale tutaj trzeba mieć szczęście, kontakty, więc ta opcja odpada jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z Majorką. Agencje nieruchomości, można kontaktować się bezpośrednio z agencjami a oni znajdą dla Was to czego potrzebujecie. Koszt wynajmu na start... Jeśli mieszkanie wynajmujemy bezpośrednio od właściciela to będziemy na start płacić za:miesięczny wynajem,kaucję w wysokości opłaty za jeden miesiąc,tzw. koszty utrzymania (sprzątanie klatki, ogrodnik, basen itd.) często w kosztach utrzymania wliczona jest już też opłata za wodę, jeśli nie to płacimy osobno,zostaje jeszcze opłata za prąd i śmieci, którą pokrywamy na własną rękę. Jeśli mieszkanie będzie wynajmowane przez agencję nieruchomości to trzeba dodać jeszcze opłatę dla agencji. Zazwyczaj wynosi ona tyle co miesięczny wynajem. Czylimiesięczny wynajem (1 lub 2, w zależności od tego jak życzy sobie właściciel),kaucja w wysokości jednego miesiąca,opłata dla agencji w wysokości miesięcznego najmu,Tak, na Majorce to właśnie najemca ponosi opłatę za prowizję dla agencji a nie właściciel. Dlatego lepiej wynajmować mieszkanie bezpośrednio od właściciela. Ale to wcale nie jest takie proste. Czy łatwo znaleźć mieszkanie do wynajęcia na Majorce? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego jaki masz budżet. Największe zapotrzebowanie na mieszkania jest w widełkach od 450 – 700 euro. Bo na tyle właśnie mogą sobie pozwolić lokalsi przy tutejszych zarobkach. I takich ofert właśnie jest najmniej. Jeśli Twój budżet to 1500 euro wzwyż to możesz przebierać w ogłoszeniach. Jest ich mnóstwo. Problemem oprócz ceny może być jeszcze to czy warunki będą nam odpowiadać. Nie zawsze cena odpowiada jakości i też pod uwagę, że Majorka to mała wyspa a rocznie przybywa około 20,000 nowych mieszkańców. Turyści wynajmujący prywatne domy i mieszkania to też problem. Nie od dziś wiadomo, że każdy chce zarobić jak najwięcej. Właściciele mieszkań wolą wynajmować je turystom niż rezydentom ponieważ przez tydzień takiego wynajmu zarobią więcej niż wynajmując na dłuższy okres lokalsom. Mimo wprowadzonego prawa i zakazów nic się nie poprawiło. Prawo jest dziurawe, a proceder wynajmu turystom „na czarno” działa na tak ogromną skalę, że urzędnicy wolą patrzeć w drugą stronę i udawać, że problem nie inne kwestia to nowo powstające mieszkania i domy tzw. nowe budownictwo. Powstają w ostatnich latach na wyspie luksusowe rezydencje za miliony monet. Bo właśnie na tego typu nieruchomości jest największe zainteresowanie, głównie wśród zagranicznych inwestorów. Nowe mieszkania tańsze, dla średniej klasy nie to zjawisko nazywane jest „kryzysem mieszkaniowym klasy średniej„. Kiedy ludzie zarabiają po 1200 euro przez tylko 6 miesięcy w roku to jak mają płacić za wynajem 800 euro miesięcznie? Ten kryzys polega na tym, że jest coraz więcej przypadków dzikich lokatorów, eksmisji, rodzin mieszkających w przyczepach campingowych i cały czas rośnie też liczba bezdomnych. Ale mimo zbulwersowania Majorkańczyków tą sytuacją i obietnic polityków nic w tym kierunku nie zmienia się na lepsze od lat… UWAGA NA OSZUSTÓW! Jeśli szukacie na odległość to NIGDY nie wysyłajcie pieniędzy jeśli nie jesteście pewnie w 100%, że dane mieszkanie/agencja w ogóle istnieje. W ostatnich latach jest wielu oszustów, którzy wykorzystują sytuację i oferują mieszkania, które w ogóle nie istnieją. Majorkańskie budownictwo... Różni się od tego co mamy w Polsce. Wilgoć, brak ogrzewania, nieocieplone budynki, nieszczelne okna i drzwi, brak widny to tylko kilka punktów, które na szybko przychodzą mi do głowy. Mieszkania na Majorce przystosowane są do wysokich temperatur. Wysokie upały trwają tylko przez dwa miesiące, więc tylko przez ten, krótki czas mieszkanie spełnia swoje zastosowanie i chłodzi. Najgorzej jest w miesiącach zimowych, kiedy dogrzewać trzeba się farelką bądź prowizorycznym piecykiem. Mimo wysokich rachunków za prąd w mieszkaniu dalej będzie zimno, bo jak to twierdzą mieszkańcy wyspy „taki mamy klimat”. Nikogo nie dziwi 13 czy 14 stopni wewnątrz, tak! często jest chłodniej w budynku niż na zewnątrz. Dobra wiadomość jest taka, że wszystko zależy od naszego budżetu. Jeśli jest on spory to znajdzie się i ocieplony budynek oraz ogrzewanie. Wynajem bez znajomości hiszpańskiego... W takim wypadku polecam skorzystać z usług i pomocy agencji. Przedstawiciele takich biur nieruchomości zawsze mówią po angielsku i niemiecku a często też w innych językach. Na Majorce powstały również biura polskojęzyczne – jeśli potrzebujesz taki namiar do osoby, która zajmuje się wynajmem i pomocą administracyjną w języku polskim napisz do mnie na kontakt@ Jeśli chcesz wynająć mieszkanie bezpośrednio od właściciela i nie znasz hiszpańskiego a nie masz możliwości dogadać się z nim w innym języku to warto skorzystać z pomocy osoby trzeciej, np tłumacza. Najlepiej uzgodnić wszystkie warunki na początku aby uniknąć późniejszych sporów i nieporozumień. Małe rzeczy a cieszą, czyli na co warto zwrócić uwagę... Czy mieszkanie jest ogrzewane, jeśli tak to w jaki sposób? Pamiętaj, że prąd w Hiszpanii jest bardzo drogi! Boiler na ciepłą wodę jest elektryczny czy gazowy? Przeanalizuj za i przeciw. Jakie opłaty zawarte są w cenie a za co musisz płacić na własną rękę? Śmieci to około 120 euro rocznie, woda, prąd, internet itd. Jeśli masz zwierzęta domowe dopytaj i sprawdź czy są akceptowane!Upewnij się czy mieszkanie ma opcję miejsca parkingowego, a jeśli nie to sprawdź czy to strefa łatwego parkowania, bywa z tym różnie na Majorce! Sprawdź jakich dokumentów wymaga agencja / właściciel – umowa o prace, oszczędności, wykaz ostatnich zarobków itd. Jeśli mieszkanie jest na wyższym piętrze to upewnij się, że jest w budynku winda!Dopytaj czy możesz umeblować mieszkanie po swojemu, właściciele często zabraniają drastycznych zmian!Czytaj dokładnie warunki umowy, zawsze wszystko co ważne powinno być na piśmie! Skorzystaj z moich podpowiedzi i zaplanuj najlepsze wakacje na Majorce. Nie przegap najważniejszych miejsc na wyspie! Odbierz 10% zniżki na wypożyczenie samochodu w najlepszej wypożyczalni na Majorce! Dowiedz się jak krok po kroku zaplanować przeprowadzkę na wyspę. Zobacz ile to kosztuje i dużo więcej… This error message is only visible to WordPress adminsError: No connected account. Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account. Malwina Wrotniak2013-08-30 06:00redaktor naczelna 06:00fot. iStockphoto / / Thinkstock9 zamieszkałych wysp, które dzieli wiele mil oceanu. Kilka lat temu wyszły z grupy państw uznawanych przez ONZ za słabo rozwinięte. Oferują, co do zasady, życie łatwe i przyjemne, bez pośpiechu i politycznych rewolt. O leżącym na zachód od Afryki kontynentalnej Cabo Verde w rozmowie z cyklu #TamMieszkam opowiada mieszkająca tu Emilia Wojciechowska. Malwina Wrotniak, Na Cabo Verde tylko z wizą, prawda? Kilkadziesiąt euro, chwila na lotnisku i można przekraczać bramę? Emilia Wojciechowska: Tak, to prawda. Wiza w chwili obecnej kosztuje 25 euro i można ją bez większych formalności nabyć na lotnisku. Jest ważna przez miesiąc, ale jeśli komuś się spodoba i zechciałby zostać dłużej, jej przedłużenie nie stanowi problemu. Po prawie dwóch latach na Wyspach powie Pani, że na lotnisku przekracza się bramę raju? Hmm… mamy tutaj rajskie plaże. (śmiech) Na pewno żyje się spokojniej niż w Europie, bliżej natury i ludzi. A w sezonie „owocowym” takie smakołyki, jak mango czy awokado niemalże leżą na ulicy. "Na pewno żyje się (tu) spokojniej niż w Europie, bliżej natury i ludzi", fot. Thinkstock Ale, jak w każdym miejscu na świecie, są też pewne kwestie, które mogą denerwować czy przeszkadzać. Jeśli jednak przymknie się na nie oko, to myślę, że można poczuć się rajsko. (śmiech) Porzuciła pracę na etacie, wyjechała podróżować i pomagać innym – to może nie często realizowany, ale dość popularny scenariusz. 10 lat temu pomyślałaby Pani, że będzie działać według takiego planu? Myślę, że tak, bo jak właśnie się doliczyłam, to moja przygoda z wolontariatem zaczęła się mniej więcej dekadę temu! A wraz z nią mniej lub bardziej szalone projekty. Jak to się stało, że ten scenariusz w końcu zaczął się urzeczywistniać? Młodemu prawnikowi w Polsce wiatr w oczy czy ten wyjazd to zupełnie prywatna sprawa? Sądzę, że jeśli ktoś robi coś, co naprawdę kocha, to zawsze idzie z wiatrem. (śmiech) Bardzo lubiłam swoją pracę i nie było mi łatwo ją „porzucić”. Zawsze jednak mnie nosiło, zarówno w sensie podróżniczym, jak i wolontariackim. Emilia Wojciechowska - Polka na Wyspach Zielonego Przylądka, fot. arch. pryw. Pracując na pełen etat miałam szczęście, że zawsze udawało mi się wynegocjować z szefostwem urlop a to na pięciotygodniową wyprawę do Indii, a to na pedałowanie wraz z innym wolontariuszami granicą polsko-niemiecką w ramach projektu dziennikarskiego. "W 2007 roku Cabo Verde jako jedno z trzech państw wyszło z grupy państw słabo rozwiniętych według klasyfikacji ONZ", fot. Thinkstock Tuż po obronie, zamiast pójść w ślady większości kolegów i iść na aplikację, wyjechałam na półroczny projekt wolontariacki do Włoch. I bardzo chciałam taką przygodę powtórzyć, będąc już „starszą i mądrzejszą”. I chciałam tę przygodę powtórzyć zanim pojawi się mąż, dzieci, a przede wszystkim, zanim stuknie mi trzydziestka! (śmiech) I to był właśnie ten moment. Zaczęłam się rozglądać i pojawił się projekt. Miejsce nie miało znaczenia. To miał być zatem bardziej wolontariat niż podróż? Zdecydowanie bardziej wolontariat niż podróż. Ale oczywiście trudno usiedzieć na miejscu, gdy do odkrycia tyle nowych miejsc, tyle smaków, tylu ludzi do poznania. Każdą wolną chwilę przeznaczałam więc na eksplorowanie tych bliższych zakątków, zaś urlop na podróże do tych dalszych. Zorganizowanie sobie przeprowadzki na Cabo zajmuje… ile czasu? Dwa tygodnie! Tuż przed wyjazdem na Cabo miałam wcześniej zaplonowaną podróż do Kolumbii. Wróciłam, spakowałam rzeczy i zdeponowałam w garażu u znajomych, pojechałam na kilka dni do rodziców i ruszyłam. Pakowała się Pani z myślą o szybkim powrocie? Jedyna myśl, jaka towarzyszyła mi przy pakowaniu się była taka, żeby nie przekroczyć magicznych 20 kg. (śmiech) Jeszcze nie tak dawno temu po Wyspach Zielonego Przylądka hulał portugalski wiatr. Po blisko 40 latach od uniezależnienia pozostały jeszcze jakieś wyraźne wpływy? Czy poza oficjalnym językiem [portugalski – red.] cokolwiek łączy dziś oba kraje? O tak. Wiele produktów sprowadzanych jest z Portugalii, wiele firm jest mniej lub bardziej powiązanych ze spółkami portugalskimi. Portugalia jest najważniejszym partnerem gospodarczym, w szerokim tego słowa znaczeniu. Wiele osób, jeśli tylko mogą sobie na to finansowo pozwolić, wyjeżdża na studia czy poważniejsze leczenie właśnie do Portugalii. "Kabowerdeńczycy są zagorzałymi patriotami i co by się nie działo, to Cabo Verde, ich wyspa, ich miejscowość i tak jest najfajniejsza", fot. Thinkstock Przede wszystkim zaś większość tutejszych mężczyzn można podzielić na trzy kategorie – tych co są fanami Benfica, Porto albo Sporting, czyli najważniejszych portugalskich klubów sportowych. (śmiech) Wyspy nie mają szczęścia do żyznych ziem, z trudem rozwijają się tu też nowe technologie. Cabo Verde na tle innych lokalizacji nie gości zbyt często w turystycznych folderach przeciętnych europejskich biur podróży. Z czego żyje większość tego ponad 400-tysięcznego państwa? Turystyka jest akurat w chwili obecnej jednym z najważniejszych motorów kabowerdeńskiej gospodarki. Szacuje się, że reprezentuje 21,1% PKB, a samo Cabo z sezonu na sezon staje się coraz bardziej popularne, co wyraźnie pokazują statystyki – w ostatnich latach liczba turystów nieustannie rośnie. Rok 2012 w porównaniu z rokiem 2011 zanotował wzrost kształtujący są na poziomie 12,3%. Warto wiedzieć o Wyspach Zielonego Przylądka Co zobaczyć? Polecam spędzić dzień lub dwa z tradycyjną kabowerdeńską rodziną i o ile tylko możliwe, odwiedzić więcej niż jedną wyspę. Zboczyć z tradycyjnych szlaków, usiąść przed lokalnym barem, zagrać z lokalnymi (głównie starszymi) panami w karty albo ouri (afrykańska gra logiczna) i nieśpiesznie czekać, aż nagle pojawi się jakiś instrument muzyczny i ktoś zacznie intonować mornę (gatunek muzyczny na nostalgiczną nutę). Co kupić? Tańsze niż w Polsce są tu: świeże ryby, w tym tuńczyk (czasami kilogram prosto od rybaka kosztuje już 12 złotych!). Droższe niż w Polsce są tu: kosmetyki, sprzęt elektroniczny. Oczywiście wiele osób na tym korzysta i to właśnie turystyka przyczyniła się do dziesięcioprocentowego spadku współczynnika biedy w skali dekady (z 37% w 2000 roku do 27% 2010 roku), ale jest to też branża, w której pracuje wielu obcokrajowców, więc mimo wszystko większość Kabowerdeńczyków utrzymuje się z rolnictwa (a wykorzystuje się tu każdy skrawek ziemi, który się nadaje – jeśli trzeba w formie tarasów, a od jakiegoś czasu często nawadnia się technologią kropelkową) i usług, w tym z drobnego handlu. To prawda, że do wielu tutejszych domów regularnie spływa finansowe wsparcie z zagranicy? Podobno stanowi aż 25% PKB! Tak, to prawda, choć ja słyszałam o mniejszej liczbie. Wedle cenzusu z grudnia ubiegłego roku na wyspach żyje Kabowerdeńczyków. Dziś na pewno jest ich sporo ponad 506 tysięcy. (śmiech) Czasem mówi się, że diaspora jest dwa razy liczniejsza. "Jeśli chodzi o żywność, staram się kupować przede wszystkim produkty lokalne", fot. Thinkstock Zaryzykowałabym tezę, że każda rodzina ma kogoś zagranicą i od takiej osoby oczekuje się wsparcia, zarówno w formie materialnej, jak i niematerialnej, czyli przesyłania ubrań i innych przedmiotów. Większość emigrantów co najmniej raz do roku lub raz na dwa lata przyjeżdża na wyspy na wakacje i tu wydaje zarobione za granicą pieniądze. I akurat teraz jesteśmy w takim okresie wakacyjnym. Że pomocy potrzeba, wnoszę po Pani ciągłym pobycie na Wyspach. Wiadomo – pomoc przyda się wszędzie, ale czego Kabowerdeńczykom brakuje na co dzień najbardziej i w największej skali? Wyspy Zielonego Przylądka pod względem standardu życia są w czołówce państw afrykańskich, a dla niektórych, tak jak dla Wysp Świętego Tomasza i Książęcej (Sao Tome e Principe), są wręcz wzorem do naśladowania. W 2007 roku Cabo Verde jako jedno z trzech państw wyszło z grupy państw słabo rozwiniętych według klasyfikacji ONZ. Ale przed Cabo nadal wiele wyzwań i na ten temat można by wiele powiedzieć. Pokaż Tam mieszkam na większej mapie Myślę, że tym, co jest podstawą w każdej szerokości geograficznej, jest zdrowie i edukacja. W przypadku Cabo mam na myśli nie tyle ich poziom, co dostępność. Dzieciaki często muszą pokonywać kilometry górskich szlaków, żeby dotrzeć do szkoły. Nie każdy zaś szpital czy punkt pomocy medycznej jest równie dobrze wyposażony. Zdarza się, że mieszkańcy jednej wyspy w przypadku skomplikowanych zabiegów muszą szukać pomocy na innej wyspie i nie ma wyjścia – muszą być przetransportowani zwykłym samolotem pasażerskim albo statkiem rybackim! To w miarę stabilne politycznie miejsce – bez wewnętrznych rewolt. Przyzwyczajenie do status quo, brak obywatelskiego zainteresowania czy wyraz docenienia, że Wyspy idą do przodu? Tak pół żartem, pół serio, to myślę, że Kabowerdeńczycy prędzej „zaimprezują się” na śmierć niż nastąpi jakaś polityczna rewolta, no chyba że ustanowiono by zakaz zabawy. (śmiech) Generalizując, mieszkańcy wysp lubią swój nieśpieszny, spokojny tryb życia, biesiady ze znajomymi i rodziną. I to jest dla nich najważniejsze. O polityce dyskutuje się sporo, zwłaszcza w czasie kampanii. Potem ewentualnie trochę narzeka, zwłaszcza na władze lokalne. "Mieszkańcy wysp lubią swój nieśpieszny, spokojny tryb życia, biesiady ze znajomymi i rodziną. I to jest dla nich najważniejsze", fot. Thinkstock Ale tak poważniej: myślę, że istotnym elementem stabilności, zwłaszcza w kontekście Afryki, jest tu homogeniczność kulturowa i religijna. Poza tym większość osób ma poczucie, że politycy i tak zrobią swoje, a przeciętny obywatel na nic nie ma wpływu. Ale gdy zajdzie potrzeba, potrafią się lokalnie skrzyknąć, by coś we własnym zakresie zdziałać, bo na polityków poza kampanią i tak nie ma co liczyć. Ale bardziej globalne akcje byłyby trudne, choćby ze względów logistycznych – na Cabo składa się 9 zamieszkałych wysp, niektóre dzieli wiele mil oceanu. Poza tym Kabowerdeńczycy są zagorzałymi patriotami i co by się nie działo, to Cabo Verde, ich wyspa, ich miejscowość i tak jest najfajniejsza. Wolontariat uzależnia? O tak! Bo pozytywnie wpływa na zdrowie, samopoczucie i świat dookoła. To teraz inaczej: wolontariat w takim miejscu – uzależnia? Tak, tak! (śmiech) Wystarczy tylko pomysł odpowiadający rzeczywistym potrzebom, cierpliwość, wolny czas i wiele można zdziałać. Poza tym jeśli chodzi o miejsce - na Cabo żyje się, co do zasady, łatwo i przyjemnie. W zależności od wyspy – plażę lub piękne góry, a często i to, i to, mamy na wyciągnięcie ręki. Podobnie jak lokalne owoce, takie jak papaja i banany czy świeże ryby. No i sympatyczni mieszkańcy, którzy w każdym miejscu potrafią zorganizować grilla i wieczorek muzyczny. Zna Pani Polaków czy Europejczyków, którzy osiedlili się tu na stałe i z takim też zamiarem tu przybyli? Tak, na tych najbardziej turystycznych wyspach, mam tu na myśli Sal i Boa Vistę, może się zdarzyć, że częściej usłyszymy niemiecki czy włoski niż kreolski. Polaków poznałam kilku, nie ma nas jeszcze wielu, ale zdaje się, że grono stale się powiększa. Bez znajomości tutejszego języka taka migracja w ogóle ma sens? Przeprowadzając się na Wyspy mówiłam po portugalsku, więcej łatwiej było mi na pewno zasymilować się niż komuś, kto tego języka nie zna. Ale o ile portugalski jest językiem oficjalnym, to na ulicach mówi się po kreolsku. Po kreolsku w wydaniu miejsca, w którym się przebywa. "O ile portugalski jest językiem oficjalnym, to na ulicach mówi się po kreolsku", fot. Thinkstock Mieszkałam na kilku wyspach, więc koniec końców stworzyłam język będący mieszanką tych wszystkich odmian kreolskiego, którym mówię tylko ja. (śmiech) Mieszkańcy są jednak bardzo otwarci i nawet jeśli ktoś nie mówi ani be, ani me, ani po portugalsku, ani po kreolsku, to szybko go nauczą. Kreolskiego oczywiście. Choć miejsce w pierwszej chwili wydaje się końcem świata, wydatki wcale nie okażą się tak małe, jak można by tego oczekiwać. Za co Pani codziennie – mając w pamięci zakupy w Polsce – przepłaca? Za wszystko to, co jest z importu. Litr mleka w kartonie – około 4 zł, litr soku w kartonie – 6-7 zł, tabliczka czekolady – 10 zł, żel do kąpieli, który u nas można kupić za 5 zł, tu będzie kosztował co najmniej 10-15 zł. Wszystkie sprzęty elektroniczne itp. Ale przyznam się, że nie stanowi to dla mnie większego problemu, bo jeśli chodzi o żywność, staram się kupować przede wszystkim produkty lokalne, korzystając z tego, że papaja jest o wiele tańsza niż jabłko. A na pozostałe produkty, w tym ulubione kosmetyki, składam zamówienia i zapraszam w odwiedziny do siebie kogo tylko się da. (śmiech) Bez niektórych rzeczy na pewno można by się tu obyć. Tu kupujesz tu tyle, na ile cię stać, nie pożyczasz, nie obnosisz się ze swoim społecznym statusem – mam rację? Jak wszędzie, są ci co mają więcej, jak i ci co mają mniej. Ale te grupy są homogeniczne i ich światy raczej się nie przenikają. Z mojej obserwacji jednak na pewno istnieje zjawisko obnoszenia się statusem emigranta. Ale życie na Wyspach Zielonego Przylądka jest raczej wolne od instytucji kredytu i ciągłych myśli o konieczności spłacania odsetek? O tak. Prędzej pożyczka od kuzyna czy znajomego. Rodziny trzymają się razem, w jednym gospodarstwie często mieszka kilka pokoleń, pomagając sobie nie tylko finansowo. A w razie czego łapie się za telefon i dzwoni do wujka w Ameryce (Kabowerdeńczycy emigrują głównie do Stanów Zjednoczonych, Portugalii, Holandii i Francji). "Jak wszędzie, są ci co mają więcej, jak i ci co mają mniej. Ale te grupy są homogeniczne i ich światy raczej się nie przenikają", fot. Thinkstock Ale też z drugiej strony ludzie mają raczej zaufanie do banków i podobno często ci, którzy zamierzają inwestować, chętniej sięgną po kredyt niż zaryzykują własnym kapitałem. Jak Pani ocenia bankowość w tak egzotycznym miejscu? Wbrew pozorom Cabo to dość rozwinięty kraj i wiele usług jest na europejskim poziomie. Zaliczyłabym do nich również bankowość. Jest tu kilka banków, w tym dwa wiodące, które mają oddziały w każdej większej miejscowości. Klienci mogą skorzystać również z bankowości internetowej. W bankomatach, używając lokalnej karty, można nie tylko wybrać gotówkę, zapłacić za prąd, ale na przykład doładować saldo komórki. Zmierzając ku końcowi – na Cabo Verde najlepiej z przesiadką w Portugalii? Tak, bo wtedy przesiadka jest w mojej ukochanej Lizbonie! Jest to dobre rozwiązanie, ale zdaje się najdroższe. Warto polować na superpromocje czy na tych odcinkach po prostu trzeba nastawić się na słony wydatek? Zdecydowanie warto! Takim rozwiązaniem są loty czarterowe, głównie last minute. Można upolować lot nawet za 50 euro w jedną stronę, a jak dotąd bez większych problemów, co nie oznacza bez polowania, udawało się znaleźć połączenia z Europy w cenie 200 euro w dwie strony. Nie powinnam tu chyba podawać nazw przewoźników, więc wykorzystam to, by zaprosić do kontaktu* wszystkich, którzy byliby zainteresowani podróżą na Wyspy albo po prostu mieliby jakieś pytania. Dziękuję za rozmowę. * Więcej o Wyspach Zielonego Przylądka na Facebooku,na blogu lub poprzez Pracowników, którzy większą część swoich dochodów osiągają w Niemczech, ale dom rodzinny posiadają w Polsce określa się mianem pracowników transgranicznych — Grenzpendler. Pracowników takich nie obowiązuje nakaz meldunkowy w Niemczech, mogą oni pozostać przy stałym meldunku w Polsce. Wbrew pierwszemu wrażeniu właśnie to rozwiązanie często okazuje się najbardziej korzystne decyzję o miejscu zameldowania należy przede wszystkim określić, czy chcemy przeprowadzić się do Niemiec na stałe. W przypadku przeprowadzki sprawa jest jasna. Zgodnie z prawem polskim i niemieckim nie jest możliwe posiadanie dwóch adresów zameldowania, dlatego przeprowadzając się na stałe do Niemiec to właśnie w tym kraju powinniśmy zostać zameldowani, to tutaj odprowadzamy podatki, wysyłamy dzieci do szkoły, korzystamy z niemieckiej opieki zdrowotnej. Zupełnie inaczej jest w przypadku, kiedy dom i rodzina zostają w Polsce, a Niemcy są tylko miejscem pracy. W takim wariancie osoby pracujące na terenie Niemiec mogą korzystać z praw i obowiązków jako pracownik transgraniczny i najczęściej jest to opcja najbardziej dla nich korzystna — mówi Marcin Obiegły, właściciel agencji ASMO Solutions, pośredniczącej w zatrudnianiu polskich fachowców na rynku niemieckim. Grenzpendler — praca w Niemczech, meldunek w Polsce Zgodnie z unijną definicją, mianem pracownika transgranicznego określa się osobę, która pracuje w innym, niż miejsce zamieszkania, państwie członkowskim. Pracownik taki wraca do kraju zamieszkania każdego dnia (Grenzgänger) lub co najmniej raz w miesiącu (Grenzpendelr). Pracownik transgraniczny musi być traktowany tak samo jak pracownicy w kraju w którym podjął pracę. Posiada on prawo do świadczeń podstawowych i dodatkowych. Do tej pierwszej grupy należą m. in. świadczenia w zakresie chorób, macierzyństwa, wypadków przy pracy, zasiłki czy świadczenia rodzinne. Do dodatkowych zalicza się natomiast chociażby zniżki na przejazdy środkami publicznymi, stypendia naukowe, dostęp do edukacji czy karty parkingowe dla niepełnosprawnych. Pracownik transgraniczny na co dzień będzie podlegał przepisom obu krajów. Prawo kraju, w którym pracuje, ma zastosowanie do: zatrudnienia i podatku dochodowego, większości praw w zakresie zabezpieczenia społecznego. Prawo kraju w którym mieszka ma zastosowanie do: podatków od nieruchomości i większości pozostałych podatków oraz formalności związanych z pobytem — wyjaśnia Marcin Obiegły. Jedną z korzyści wynikających ze stałego meldunku w Polsce i pracy w Niemczech jest gwarancja świadczeń zdrowotnych na terenie obu krajów. Pracownik ubezpieczony w Niemczech i zamieszkujący na terenie Polski w celu zapewnienia sobie prawa do rzeczowych świadczeń zdrowotnych w Polsce powinien uzyskać od jednej z niemieckich kas chorych dokument E-106. Dokument ten należy zarejestrować w oddziale wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia właściwym ze względu na miejsce zamieszkania w Polsce. Po jego zarejestrowaniu wydane zostanie tzw. poświadczenie, na podstawie, którego przysługuje pełny zakres świadczeń opieki zdrowotnej, jaki przewidziany jest w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Jeśli natomiast pracownik jest na stałe zameldowany w Niemczech, niestety każdorazowo po zwolnienie lekarskie, czy receptę musi udać się do lekarza w Niemczech i w tym kraju przebywać w trakcie trwania całego zwolnienia lekarskiego — mówi Aleksandra Sawicka, specjalista w firmie ASMO Solutions. Podatki, emerytura i 500+ To pracodawca w imieniu pracownika składa wniosek o wystawienie zaświadczenia poborów podatkowych w niemieckim urzędzie skarbowym (Bescheinigung für den Lohnsteuerabzug). Pracownik ma jedynie obowiązek zgłoszenia tego faktu w Polsce, bez obaw o dalsze należności skarbowe. Należy pamiętać o tym, aby nie dopuścić do sytuacji w której składki na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne byłyby odprowadzane jednocześnie do dwóch systemów ubezpieczeniowych. Wielu kierowców ma wątpliwości co do możliwości pobierania benefitów wynikających z programu 500+ w Polsce oraz niemieckich świadczeń Kindergeld. Warto wiedzieć, że Kindergeld możemy pobierać na to dziecko, na które nie przysługuje nam beneficjum wynikające z założeń programu 500+. Czyli w praktyce, na pierwsze dziecko możemy pobierać Kindergeld, a na drugie 500+. Wystarczy wypełnić wniosek, pobrać zaświadczenie od pracodawcy oraz dostarczyć je wraz ze wspomnianym wcześniej Bescheinigung für den Lohnsteuerabzug i czekać na decyzje Familienkasse Chemnitz, — tłumaczy Marcin Obiegły — częste pytania padają także o świadczenia emerytalne. Emerytura to nie jest zapomoga, a coś co każdy z nas sobie wypracował i niezależnie od faktu czy mieszkamy w Polsce, w Niemczech czy na Majorce dla każdej osoby pracującej w Niemczech jest liczona w ten sam sposób — dodaje. Super Express: Zdążył pan już go osobiście poznać? Joachim Marx: - Jeszcze nie. W sierpniu i na początku września zajmowałem się wnukami, a ostatnie 2 mecze odbywały się bez kibiców, więc nie mogłem być na stadionie. Ale niebawem go poznam, bo mamy się spotkać po jego powrocie z kadry. Wszystkie jego występy oglądałem w telewizji - Co się o nim mówi w Lens? - To wielkie zaskoczenie dla wszystkich. Ja go nie znałem, ale i francuscy dziennikarze go nie znali, więc samo podpisanie z nim kontraktu było zaskoczeniem. Wszyscy się dziwili – gdzie go tam w Ameryce znaleźli! Znajomi Polacy mieszkający tutaj dzwonili do mnie i mówili: Nareszcie mamy Polaka. Uspakajałem ich mówiąc, że jest Polak, ale żeby jeszcze potrafił kopnąć piłkę. - Okazuje się, że potrafi. Co panu się u niego podoba? - Uniwersalność. Frankowskiego wzięto na prawą pomoc, bo miał odejść z Lens Jonathan Clauss, ale ostatecznie został. Dlatego Frankowski wchodził na początku na parę minut. Trener ma tylu ofensywnych piłkarzy, że mógłby z nich zrobić dwie ekipy. Wygląda na to, że Clauss będzie grał, a Frankowski wyprzedził tych, którzy grali na lewej pomocy. Drużyna szybko go zaakceptowała, również kibice, bo tutaj jest pełno Polaków. Czekali na naszego rodaka od czasów Jacka Bąka, czyli prawie 20 lat. - Reprezentacja Polski pod wodzą Paulo Sousy idzie w dobrym kierunku? - Przeciwko Anglii reprezentacja zagrała fantastyczny mecz i zasłużenie zremisowała. Uważam, że kilku piłkarzy trzeba wymienić, ale spokojnie i systematycznie. Nie tak, że gdy piłkarz zagrał jeden słabszy mecz, to go wyrzucamy a bierzemy innego. Reprezentacja to nie klub, w którym wyniki trzeba robić od zaraz i każdy ma podstawową jedenastkę. - Trenerowi Sousie zarzuca się, że nie ogląda na stadionach meczów polskich drużyn. - Znam te zarzuty. Ale wiadomo, że najlepsi Polacy nie grają w Ekstraklasie, a na zachodzie Europy. Mam kolegów we Francji, którzy byli trenerami reprezentacji w Afryce i nie jeździli tam oglądać piłkarzy, ale po całej Europie, gdzie grali kadrowicze. Może to przyjemność dla niektórych, że selekcjoner będzie na meczu Legii, ale nie wiadomo, co jemu to da. - Nie dziwi pana, że w sztabie Sousy nie ma Polaków, bo jedyny z nich Hubert Małowiejski spełnia marginalna rolę? - Może powinien być polski trener, ale to Sousa decyduje o sztabie. Do Olympique Marsylia przyszedł Argentyńczyk Jorge Sampaoli ze swoim sztabem, w którym nie ma Francuza poza tłumaczem. Trochę dziwnie to wygląda jak Sampaoli krzyczy do swoich piłkarzy zza linii bocznej, to tłumacz też krzyczy w tym samym czasie. Tak wygląda piłkarski świat w tych czasach. i Autor: Cyfra Sport Przemysław Frankowski - Czy z Albanią w Tiranie możemy mieć problemy? - Zawsze byli niewygodnym rywalem dla nas, dlatego wynik 4:1 w pierwszym meczy był świetny. Rewanż może być bardzo trudny. Mają świetnych obrońców wychowanych i grających we Włoszech. Nie można ich lekceważyć, skoro kilka tygodni temu wygrali z Węgrami 1:0. - Stadion w Lens zamknięto dla kibiców z powodu rozrób na trybunach. Na innych stadionach w e Francji też są burdy, skąd takie zachowania kibiców? - Akurat zamieszki w Lens spowodowali kibice Lille, a bardziej ucierpiało Lens, również finansowo. Wracając do pytania - te rozróby to wina...Covidu. Tak długo ludzie nie byli na stadionach, że teraz chcą się wyładować. Kibice Lille byli przygotowani, mieli przy sobie klucze, żeby odkręcić krzesełka, bo inaczej nie można ich zdemontować. W ogóle atmosfera we Francji jest wybuchowa, w związku z mającymi obowiązywać paszportami sanitarnymi. Każda manifestacja na ulicach kończy się bójką z policją, więc nie dotyczy to tylko stadionów piłkarskich.

polacy mieszkający na majorce